Gdy policja zajmująca się kibicami wkracza w świat kultury…

Artykuł pochodzi z weszło.com

Reguły działania zespołów policyjnych zajmujących się kibicami są powszechnie znane. Naczelną zasadą jest wykorzystanie elementu zaskoczenia – najlepiej wkracza się razem z drzwiami około 6 rano. Wyciąganie z łóżka, kajdanki, kamera antyterrorystów – to wszystko fajnie wygląda i nieźle się sprzedaje. Co jednak, gdy policja rozpracowująca gangi kibiców musi wkroczyć w świat kultury?

Cezary Grzesiuk to reżyser i montażysta, który postanowił sportretować życie ludzi związanych z Ruchem Chorzów. Film dokumentalny „Niebieskie chachary” powstaje w bólach od czterech lat, a w jego realizację aktywnie włączyli się nie tylko chorzowscy kibole, ale również legendy klubu, jak choćby Mariusz Śrutwa. Najciekawsze są jednak okoliczności powstania, o których informuje serwis sport.pl.

Produkcją interesują się nie tylko kibice, ale i... policja. W tym tygodniu mundurowi weszli do mieszkania Grzesiuka i jednego z operatorów. Szukali nagrań, które mógłby wykorzystać prokurator. - Przykra sprawa. Policjanci wpadli o godzinie 6. rano do mieszkania mojego ojca. Wystraszyli człowieka. Czy tego nie można było zorganizować inaczej? Ja pod tym adresem już dawno nie mieszkam - mówi Grzesiuk.

Cóż, polska policja od dłuższego czasu jest w formie. A to wyłapią kibiców rozwijających wizerunek papieża w Bydgoszczy (TUTAJ), a to zneutralizują ojca demoralizującego dziecko przyjściem na stadion (TUTAJ). Czasem jeszcze oskarżą żołnierza z Afganistanu o uczestnictwo w ustawkach (TUTAJ), albo wyłapią przestępców nielegalnie grających w pokera. Nie wspominając już o katowickich antyterrorystach, którzy pomylili mieszkania i skatowali przypadkowe młode małżeństwo.

Tym razem jednak mamy nowość. Pomijając już fakt, że informacje policji są aktualne jak zawsze („ja pod tym adresem już dawno nie mieszkam”), dlaczego ci, którzy w teorii powinni strzec prawa, działają… jak bandyci? Czy nie wystarczyło kulturalnie zgłosić się do reżysera o udostępnienie nagrań? Ok, załóżmy, że Grzesiuk na tyle przesiąkł kibolskim klimatem, że usunąłby wszystko, byle tylko nie iść na współpracę. Ale skoro zachodziło takie podejrzenie – jak można było pozwolić na pomylenie mieszkań?! Ojciec reżysera z pewnością powiadomiłby syna, który momentalnie zabrałby się do niszczenia obciążających kogoś materiałów.

A jeśli policja nie przewidywała, że reżyser mógłby usunąć nagrania – dlaczego wkroczyła o szóstej rano! Dlaczego w taki sposób! Z drugiej strony – Grzesiuk dostał fenomenalny dar od losu. Może poczuć się jak bohaterowie swojego filmu.